Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

 

W Polsce

Muzea prywatne a architektura

O muzeach prywatnych w kontekście architektury

W ubiegłym roku bydgoska Fundacja Ari Ari opublikowała raport na temat funkcjonowania muzeów prywatnych w Polsce (całość raportu dostępna jest na stronie muzeaprywatne.blogspot.com/p/do-pobrania.html). Jednym z ważnych zagadnień jakie poruszał była kwestia architektury tych placówek. Raport określa miejsce, w którym działają tego typu muzea, jako „prywatną przestrzeń publiczną”: jej główną cechą, odróżniającą opisywane tutaj inicjatywy od instytucji publicznych, jest płynne przechodzenie od tego, co prywatne w sferę tego, co dostępne dla zwiedzających. Autorzy dokumentu zauważają, że żadne z badanych przez nich muzeów nie funkcjonowało w przestrzeni wynajmowanej – właściciele raczej adaptowali miejsca, które mieli do dyspozycji, co pozwoliło ograniczyć koszty. W przytaczanych w tekście wypowiedziach uczestników zorganizowanego przez fundację badania pojawia się wątek dynamicznych zmian w zakresie adaptacji, doposażania, powiększania przestrzeni w kontekście rozrastającej się kolekcji – ta troska o miejsce ekspozycji oraz możliwość jej swobodnego kształtowania, często według wizji właściciela to, jak sadzę, ważna cecha odróżniająca muzeum prywatne od państwowego. To ostatnie zwykle nie poddaje się  (choćby ze względu na ograniczenia konserwatorskie czy administracyjne) reinterpretacji ze względu na miejsce swojego funkcjonowania. Bardziej swobodnie zorganizowane zostają także przestrzenie niejawne, często mieszczące część zbiorów, które z jakichś powodów nie są wyeksponowane na potrzeby publiczności; pojawiają się one we wszystkich badanych placówkach. Autorzy raportu wskazują również na istnienie w muzeach prywatnych (w związku z architekturą) „sfery zmysłów”, zasadniczo innej od tej, jaka funkcjonuje w muzeum państwowym, zwłaszcza w zakresie audiosfery (muzeum prywatne często wydaje się jakby oderwane od konkretnego adresu, jest na przykład „między blokami” czy „za stawkiem”) i dotyku (właściciele deklarują, że można wszystkiego dotykać). Nie można sobie wyobrazić muzeum prywatnego bez „człowieka ekspozycji”, właściciela kolekcji, który stanowi żywą, integralną część przestrzeni ekspozycyjnej.

Muzeum prywatne jest tak naprawdę powrotem do pierwotnej idei muzealnictwa, wypływającej z chęci opowiedzenia światu o swojej pasji, uczynienia kolekcji pełnoprawną częścią zastanego porządku. Tego typu placówki mogą – i powinny, jak sądzę – stanowić o kolorycie lokalnym. Niech przykładem będzie chociażby niewielkie prywatne Muzeum Kowalstwa, mieszczące się na warszawskich Stegnach – drewniany budyneczek sąsiadujący z nowoczesnym blokiem, przy ruchliwej ulicy. W takiej okolicy muzeum wydaje się jakby było przeniesione z jakiejś bajkowej rzeczywistości, sprawia, że nieco odhumanizowana, na wskroś współczesna przestrzeń staje się znacznie ciekawsza. To właśnie inność oraz oryginalność muzeów prywatnych (także architektoniczna), niepoddająca się prawom rynku, sprawia, że trzeba o nich pisać i je odwiedzać: żyjemy w czasach, w których „oficjalna” oferta kulturalna zwykle nie jest nas już w stanie zaskoczyć – nie warto więc rezygnować z alternatyw.

comments powered by Disqus

2014/05/29

Autor: Izabela Poniatowska

doktor nauk humanistycznych, edukator i animator zajęć kreatywnych, redaktor, pracowała w Muzeum Pałac w Wilanowie i Muzeum Łazienki Królewskie, obecnie freelancer.

< >