Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

 

W Polsce

O reklamie w przestrzeni muzeum

Reklamy w przestrzeni publicznej są obecne od lat – zadomowiły się w niej do tego stopnia, że zaczęto poświęcać im zarówno badania naukowe, jak i wystawy (czego przykład stanowi chociażby ekspozycja Muzeum Sztuki Nowoczesnej zatytułowana „TypoPolo”, prezentująca warszawskie szyldy). W postaci product placement „atakują” nas z ekranów telewizorów czy komputerów, na których oglądamy ulubione seriale, wydrukowane na ogromnych płachtach potrafią zasłonić nam widok z okna. Wszechobecność i natarczywość reklam bywa dla nas męcząca. Wydawałoby się, że przynajmniej w muzeum – miejscu tradycyjnie kojarzonym z ciszą, spokojem, oderwaniem od sytuacji dnia codziennego – reklamy nie powinny być obecne.

Reklama pojawia się w przestrzeni muzealnej głównie w kontekście współpracy instytucji kultury z biznesem – nazwa i logotyp sponsora czy mecenasa danego muzeum po prostu muszą zostać wyeksponowane w taki czy inny sposób, by poinformować odbiorcę o istnieniu kooperacji. Jak jednak w przypadku każdej formy reklamy – a mecenat czy sponsoring w gruncie rzeczy mają
z działaniem reklamowym wiele wspólnego – istnieją jej bardziej lub mniej udane formy.

Jedną z takich dyskretnych form istnienia reklamy w muzeum są ulotki, broszury czy gadżety w jakiś sposób z mecenasem lub sponsorem związane. Dość często eksponowane są również roll-upy, czy też stojaki reklamowe, zazwyczaj lekkie, choć rzucające się w oczy: można je z łatwością przestawić lub po prostu zwinąć. Wspomniane wyżej formy obecności obszaru działań komercyjnych w przestrzeni muzealnej nie zagrażają jej integralności. Niestety, zdarza się, że reklama ingeruje w architekturę muzeum w sposób niepożądany lub przynajmniej wielce dyskusyjny. Tak było chociażby w przypadku ogromnych banerów zawieszonych przed kilku laty na elewacji warszawskiego Muzeum Narodowego – na ich usuniecie zgodzili się przed kilku laty sponsorzy placówki, dając tym samym chlubny przykład tym przedsiębiorcom, którzy za pomocą barwnych, a nie zawsze estetycznych płacht, niszczą wizerunek stolicy. Banery zastąpione zostały świetlnymi iluminacjami, nienaruszającymi integralności architektonicznej budynku. Warto przypomnieć, że jeszcze w grudniu ubiegłego roku na Bramie Krakowskiej w Lublinie zawisła (w towarzystwie świątecznej iluminacji) spora reklama firmy z branży zielarskiej. Dopiero interwencja wojewódzkiego konserwatora zabytków u dyrekcji Muzeum Lubelskiego spowodowała jej zdjęcie. Na szczęście świadomość tego, czym jest dobra reklama wzrasta, w związku z tym takie incydenty zdarzają się coraz rzadziej. Inna sprawa, że muzea nie zawsze w sposób umiejętny reklamują własne działania; zdarza się, że w dziale promocji danej placówki brakuje na przykład wykwalifikowanego i pomysłowego grafika, a plakaty czy ulotki są wykonywane własnym sumptem przez pracowników odpowiedzialnych za całość danego projektu.

Przestrzeń muzealna wciąż jeszcze stanowi w pewien sposób obszar „nietykalny”, wręcz „uświęcony”: muzeum bez przesady może być określone mianem oazy ładu w świecie pośpiechu i hałasu; często to właśnie atmosfera, nie zaś fascynująca ekspozycja, decyduje o tym, że chce się tam wracać. Z tego też powodu jednym z ważnych obowiązków muzealnych włodarzy jest dbanie o to, by nie zatrzeć w odbiorcach wyżej opisanego wrażenia – o co z pewnością łatwo, jeśli muzeum, w dużej mierze właśnie z powodu nieumiejętnie eksponowanych reklam, zacznie przypominać ulicę.

 

comments powered by Disqus

2014/07/16

Autor: Izabela Poniatowska

doktor nauk humanistycznych, edukator i animator zajęć kreatywnych, redaktor, pracowała w Muzeum Pałac w Wilanowie i Muzeum Łazienki Królewskie, obecnie freelancer.

< >